KONIEC.

 

Używajmy póki czas, jutro już nie będzie nas!

Przedstawienie Hamleta we wsi Głucha Dolna
reż. Olga Lipińska, Złota Setka Teatru Telewizji z 1985 roku


***

Ewa już wyjechała, Mirek układa plany
antyatomowych akcji. Pijemy dużo herbaty
i dużo rozmawiamy, warunki są polowe.
Dobrze jest być w tym, co się właśnie robi:
krojąc w cieniutkie plasterki potężny ząb czosnku,
mieszając makaron z keczupem, dosypując pieprzu,
karmiąc z progu gołębie resztkami żółtego sera.
Walka idzie na ostrą broń, pazury i dzioby.
Pies poszczekuje zachowując umiar, zaglądam w słońce,
spłoszone kichnięciem ptaki podnoszą tuman kurzu,
przyjdzie czas i na nas.

89.07.24

Jacek Podsiadło

***

 

"[...] Boże, stworzyłeś mnie Polakiem, więc dlaczego nie stworzyłeś mnie Iredyńskim? Za co? Za co mi dałeś zdolność wstydzenia się, za co pozwoliłeś mi wiedzieć więcej niż umiem napisać, jakie są Twoje, powiedziałbym, gdyby nie były boskie, plany, kiedy pozwalasz mi dożyć trzydziestu dwóch lat, podróżować, osiągnąć wszystko, czego w czterech zasadniczych lokalach mi zazdroszczą, i tym samym stawiając mnie na skraju, na końcu drogi przewidzianej według, dla i w ramach tych czterech lokali, a dalej ni drogowskazu, ni światła, ni udeptanej ziemi, i dlaczego nie pozwalasz mi ustawić na końcu tego polskiego gościńca fotela wygodnego, w który tak rozkosznie byłoby się zapaść i zdrzemnąć do końca życia? Dlaczego swą przedwieczną ręka wmontowałeś mi ów dystansomierz okropny, który na pewną miarę, nie całkowicie, pozwala mi cieszyć się sobą, dlaczego stale, gdy tylko chcę sobie w tym fotelu usiąść, jakaś ręka mnie za kark podnosi, palto i kapelusz nakłada i iść każe, ale żaden Głos nie mówi dokąd? Czy to Twoja, Panie? Weź Pan tę rękę".


I gdyby jeszcze mieć protezę jakąś, w swoją misję przekonanie lub dewuary jakieś, że niby iść i świecić (zawsze miałem ochotę odpowiedzieć Słowackiemu, bo to chyba on, nie? - na dodatek to niewykształcenie podstawowe – na to jego "iść i świecić" – czym, jajami?). Przepraszam, rozpacz przeze mnie przemawia tak wulgarnie, to zresztą jeszcze wspomnienie z czasów gimnazjalnych, kiedy byliśmy z natury wulgarni. A więc gdyby mieć jakieś zajoby specjalne, jak Przyboś (że niby PIEŚŃ) albo Parandowski (że HELLADA), ale nie. Nic, a w imię niczego coś (bo NIC mnie też nie interesuje), jak to się robi? Na to trzeba być bardzo bogatym, żeby żyć na własny rachunek, zawszeć to w historii były jakieś kooperatywy i związane z tym ulgi dla członków. I tak: PIEŚŃ trochę płaci za Przybosia, HELLADA za Parandowskiego, PRL za Putramenta itd.

A tu na boku jeszcze Ci powiem, ta zbytnia wstydliwość moja, a może nieświadome asekuranctwo. Bo Iredyński stanowczo Ci powie w wierszu, prozie czy sztuce teatralnej, zależnie od tego, jak mu się będzie chciało, czy jest Bóg, czy nie ma, potem zaniesie do PIW-u, o ile go ręka nie będzie bolała. A ja nie tylko Ci tego nie powiem, ale nie porwę się nawet na rzeczy znacznie łatwiejsze. Zawsze, jak było dotąd, wybiorę sobie coś, co jest jeszcze słabsze ode mnie, co jest łatwiejsze ode mnie, i nie dziwota, że napiszę to z sukcesem, nie sztuka bić słabszego, ale robię to tak zręcznie, że wszyscy myślą, że biję giganta, kiedy tymczasem kopię pod płotem w pokrzywach, tylko słabszą ode mnie dziecinę. Nie stać mnie nawet, tak było dotąd, na ryzyko wielkiej przegranej, na odsłonięcie się, nic, tylko wieczne wykręcanie się, zasłanianie się formą, podawanie tyłów. Trochę jak ów, który boi się ryzyka małżeństwa, skubiąc przelotnie cudze żony. Tfu.

Tak oto dusza mi się skarży pod tym niebem, które rzeczywiście stale jest chmurne i ibsenowskie. Ale skarżyć się musi, bo jak powiadam, na skraj jakiś zaszedłem, dalej drogi nie znam, a zostać, gdzie jestem, nie mogę, więc Ciebie, sąsiada, za klapy łapię, gorączkowo zagaduję, może masz sąsiad zapałki, może poświecisz, a może by przysiąść, piwka popić, byle nie stać pyskiem w pysk z tą ciemnością, do której wejść trzeba.

Tak sobie rozważać tu mogę, bo wysublimowany teraz jestem, siłą rzeczy, siłą podróży. Ale kiedy wrócę, czy bagno nie cmoknie jeno, nie mlaśnie i gładko mnie nie połknie, czy opar ciepły mnie nie odurzy, i tylko, jak Gospodarz w Weselu, czkał tylko będę przez pół sen, pół jawę, czasem zrywał się z rozpaczą, że mija, że ucieka, że iść trzeba, że gnać, a tu matuś piernaty ścielą, i znowu się zapadnę, w alkoholu, orędowniku naszym, ucieczki szukając, do jego szat gorących się tuląc, a tu na imieniny pójść, tam gratulacje od chujów jakichś odebrać, co niby mam je za nic, a trują, tantiemy sieroce jak na europejskie stosunki podjąć, lecz wystarczające w naszym kurniku, gdzie ciepły opar, z gówna nieustannie świeżego bijący powietrze w rozedrganie wprawia i miraże cudowne a zwodnicze tym samym stwarza. I tylko z bratem zagrodowym w kącie karczmy się objąwszy, na dolę polską bezpłodnie narzekać lub na Kozaka stepowego, że niby dal i chandra, pozować, choć to też nieprawda, bo ani my Kozacy, ani nie Prouści, tylko Polacy. I dlatego pytam: czy Bóg da mi siłę? Już nie to, żeby dokądś dojść, ale tylko siłę, żeby się nie zastać, nie wcmoknąć, żeby choć próbować, choć nogami przebierać, choć na czworakach się czołgać, ale żeby duszy swojej nie zaprzedać, sumienia nie zgubić. Czy da?”

Fragment listu Sławomira Mrożka do Stanisława Lema
Sztokholm, 1 marca 1962

 

***

 

Opole, miasto bez granic - moralnych

 

W związku z trwającym demontażem demokracji w kraju, jesienią 2015 roku skupiliśmy się nie na głównych zadaniach serwisu Tektury Opolskiej, lecz całą energię skierowaliśmy na działania wspierające obronę Trybunału Konstytucyjnego.

 

Rada Miasta Opola w dniu 07.07.2016 zdecydowała większością głosów, że nie będzie się stosowała do wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Także w lipcu br., Miasto Opole doprowadziło do poszerzenia granic miasta kosztem sąsiadujących gmin. Są znaczące wątpliwości natury prawnej, czy odbyło się to legalnie - donoszą o tym media oraz sami zainteresowani. Sprawą zajmie się Rzecznik Praw Obywatelskich, a być może, w dalszej perspektywie, także Trybunał Konstytucyjny (o ile będzie jeszcze funkcjonował). Brak dyskusji ratusza z lokalną społecznością i działanie ponad jej głowami z nastawieniem na zyski natury finansowej dla miasta, a z pogwałceniem i zaburzeniem lokalnych relacji międzyludzkich, domaga się jasno i klarownie wyrażonego sprzeciwu natury moralnej.

 

Decyzja radnych Miasta Opola dotycząca TK w wydźwięku jest demoralizująca i antydemokratyczna. Styl powiększenia miasta ma znamiona rabunku oraz niszczenia więzi społecznych, wskazując zarazem na fakt, że Miasto Opole oddala się w zastraszającym tempie od takich pojęć jak dobro, piękno, prawda czy prawo i sprawiedliwość, a pojęcie dialogu toczonego ze społeczeństwem obywatelskim jest dla władz zagadnieniem zupełnie obcym.

 

Biorąc powyższe pod uwagę, nie powrócimy już do redagowania serwisu Tektury Opolskiej, który z niewielkimi przerwami był redagowany pro publico bono od roku 2004 - nieodpłatnie i na zasadzie wolontariatu. Jest to jedyna forma protestu wobec poczynań miejscowych władz, jaką możemy wyrazić. Slogan: Opole, miasto bez granic, nabrał dla nas nowego znaczenia. Miasto Opole stało się miastem co najmniej bez granic moralnych i dalsza działalność na jego rzecz nie jest z naszej strony możliwa.

 

Z wyrazami szacunku,

Zespół Tektury Opolskiej

 

22 lipca 2016 roku

 

PS. Serwis zostanie wyłączony w dniu 15.08.2016 roku, społeczność na FB także.

-----