StartWYDARZENIAPrzegląd mediówDla ojczyzny i Róży - opowieść o Zbyszko Bednorzu

Dla ojczyzny i Róży - opowieść o Zbyszko Bednorzu

Cztery miesiące przed wybuchem Powstania Warszawskiego Zbyszko Bednorz klęka w lesie przed swą łączniczką "Izą". - Pani Izo... Pani Różo... Czy zgodzi się pani zostać moją żoną? - pyta z nadzieją
23 sierpnia 1944 roku wieczorem w piwnicy przy ul. Chmielnej w Warszawie zjawia się dyrektor Departamentu Informacji i Prasy Delegatury Rządu Londyńskiego. - "Józek", masz przed sobą całą noc na napisanie tekstu. Jutro wygłosisz apel. Masz powiedzieć, że bijemy się nie tylko o Warszawę - mówi do Zbyszka Bednorza Edmund Męclewski, pseudonim "Andrzej".

- Siedzę całą noc przy świeczce. Kreślę, poprawiam, jestem bardzo poruszony. Następnego dnia z apelem w kieszeni przeprowadzają mnie do siedziby radia na ul. Moniuszki 8, które nadaje, korzystając z wojskowej radiostacji Błyskawica. O godz. 14.30 zaczynam mówić do mikrofonu. Najprostsze słowa. W największej gorączce. Głosem, którego sam się przeląkłem. Walcząc z gardłowym skurczem wzruszenia.

Apel wywołuje konsternację w Londynie. Wieczorem "Andrzej" znów zjawia się w piwnicy przy ul. Chmielnej. - "Józek", co myśmy narobili! Powiedziałeś, że idziemy na Nysę Łużycką, a ustalenia londyńskie mówią o Nysie Kłodzkiej. Zrobił się polityczny bałagan - relacjonuje Męclewski. Zbyszko Bednorz i tak jest szczęśliwy. Rozpiera go duma, że jego apel usłyszała cała Europa.

Miednica już kupiona

Łączniczka "Iza", wówczas narzeczona Bednorza, apelu nie słyszy. Po wsypie na Śląsku w lutym 1944 roku ucieka przed gestapo pod Tarnów. - Do dziś nie wiemy, kto wśród nas był agentem - mówi Bednorz, który odpowiadał za siatkę łączników na Śląsku.

"Izę", czyli Różę Wróbel z Chorzowa, poznał w kwietniu 1943 roku. Jej szwagier Konstanty Kempa, "Tadeusz", był szefem Delegatury Rządu Londyńskiego na Śląsk. Zanim "Iza" w walizce z podwójnym dnem zacznie przewozić z Warszawy na Śląsk i do Krakowa "tysiące książek i dokumentów", składa przed Bednorzem ślubowanie. "Przysięgam wobec Boga Wszechmogącego, wobec całego Narodu Polskiego i wobec wewnętrznych nakazów własnego sumienia, że nigdy i nikomu nie powiem, co i gdzie robiłam, że nigdy i nikomu nie ujawnię posiadanych przeze mnie wiadomości, choćbym to miała przypłacić życiem. Tak mi dopomóż Bóg".

- Ja w Warszawie, ona pod Tarnowem, nie mogłem bez niej wytrzymać. Woziłem do niej jak wariat dokumenty - wspomina Zbyszko Bednorz. Cztery miesiące przed wybuchem powstania klęka przed nią w podtarnowskim lesie. - Pani Izo... Pani Różo... Czy zgodzi się pani zostać moją żoną? - pyta z nadzieją. - Od tej pory jest moim szefem - śmieje się Bednorz. Chcieli się pobrać jak najszybciej. Narzeczony wynajął już dla nich pokój na Targówku. - Nawet miednicę kupiłem, ale zbliżało się powstanie. "Iza" obawiała się gestapo, bała się wyjść z ukrycia. Uznaliśmy, że poczekamy.

Wolność w pudełku od zapałek

Trzy dni po upadku powstania Niemcy pędzą powstańców do obozu w Ursusie. Wcześniej, przygotowując się do opuszczenia stolicy, Zbyszko znajduje szykowne nowe ubranie, szyte przez warszawskiego krawca, i elegancką walizkę. Koledzy pukają się w czoło, kiedy pakuje do niej znalezioną kołdrę. Inni mają przy sobie uszyte z resztek materiałów plecaki. - Oszalałeś, będziesz taszczył do obozu wielką walizę. Zostaw ją - przekonują. Z walizą dociera transportem do Spellen nad Renem. Jego kołdra chroni przed zimnem kilku powstańców błogosławiących Bednorza, że zabrał ją z płonącej Warszawy. Ten za przewiezione w pudelku od zapałek dolary wykupuje u komendanta Spellen przeniesienie do obozu pracy w Częstochowie. Nie dociera tam, ucieka. Szuka swojej łączniczki.

Znajduje ją na Rzeszowszczyźnie, po czym oboje przenoszą się do jego brata w Gorzkowicach koło Radomska. W drugi dzień świat Bożego Narodzenia miejscowy ksiądz udziela im ślubu.

- Kilka dni wcześniej pojechałem do Częstochowy do spowiedzi. I kupiłem mojej dziewczynie wiązankę ślubną - wspomina. Pani Róża uśmiecha się znad filiżanki małej czarnej kawy. - Kupił kwiaty na pogrzeb! Kalie, żółty goździk i coś jeszcze. Ale i tak z powodu całego zamieszania zapomniałam ich zabrać - opowiada z uśmiechem.

Za świadków mają dwóch powstańców. Ksiądz wpisuje do księgi ślubów fałszywe nazwiska. W ogrodzie zakopuje akt ślubu z prawdziwymi danymi. Po wojnie Bednorzowie pojechali do Gorzkowic. Wykopali dokument.

- A waliza i kołdra służyły nam jeszcze długo po ślubie - dodaje pani Róża, która nie nacieszyła się mężem dość długo. Tuż po Nowym Roku Edmund Męclewski, "Andrzej", wysyła Bednorza do Zakopanego. - Wspominałem, że mam świeżo poślubioną żonę, ale szef był ostry. Mówił, że są ważniejsze sprawy niż małżeństwo - relacjonuje Bednorz.

Wyjechał. - Czas mijał, męża nie ma, Armia Czerwona się zbliża, a ja nie wiem, co robić - wspomina Bednorzowa. Małżonek zjawia się po dwóch tygodniach i w lutym 1945 roku przenoszą się do Chorzowa. Dawne mieszkanie rodziny Bednorzów przy ul. Chopina 5 jest zajęte. Z magistratu dostają przydział na ul. Karpińskiego 1.

- Wchodzę, a tam makabra! Matko, gdzie ja jestem!? Na ścianie same Hitlery, w szufladzie w biurku broń, w szafie mundury - mówi nestor Bednorz. Portrety wyrzuca z okna trzeciego piętra, wezwani urzędnicy zabierają mundury i broń.

Tego roku w pierwszym wspólnym mieszkaniu rodzi się ich syn Włodzimierz. I znów przyjaciele pukają się w czoło, tym razem nie kryjąc wyrzutu. - Jak mogliście go nazwać imieniem Lenina?! - dopytują. Tymczasem Bednorz junior nosi imię po Włodzimierzu Tetmajerze, Gospodarzu z "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego. Wypowiedziane przez niego zdanie: " Cóż tam, panie, w polityce? Chińczyki trzymają się mocno?!" zauroczyło młodych rodziców.

Ogolona głowa i smród lizolu

1 marca 1948 roku Zbyszko Bednorz znów przepada bez wieści. - Szedłem, gdy z piskiem opon zatrzymało się przy mnie auto. Wysiadło z niego trzech cywilów z pytaniem: "Towarzysz Bednorz?". Odpowiedziałem, że Bednorz, ale nie towarzysz, po czym zabrali mnie do tzw. wyjaśnienia - relacjonuje.

Dobę przesiedział w wojewódzkim urzędzie bezpieczeństwa. Rano przewożą go pociągiem pospiesznym do Warszawy, do ponurego ministerstwa usytuowanego na rogu ul. Koszykowej i Al. Ujazdowskich. "Rozbudowana potęga śledczych, system zmiękczania kręgosłupa, wypróbowane metody - kość, paznokieć, prąd, fałsz, podstęp, cisza psiej budy karcerowej, naga stójka na parapecie otwartego okna, przypalanie papierosem, krzyk, próba protokołu przestępcy dobrowolnie pokajanego. Byś nie miał twarzy. Byś stał się wdzięczny za perspektywę szmaty. Albo za to, trupie zgnojony, że dobrze będą na tobie rosły pelargonie" - wspomina swój pobyt w lochach Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.

3 sierpnia 1950 roku przewożą go do gmachu rejonowego sądu wojskowego. Wysłuchuje wyroku sądu Ludowego Wojska Polskiego. 15 lat. Potem więzienie na Rakowieckiej. Drewniaki, wymięta stara bielizna, ogolona głowa, smród lizolu i stęchlizny. - A w środku ból świdrujący, ciemnia wewnętrzna i płacz niewypłakany, powstrzymywany - wspomina.

Wczesną wiosną 1951 roku "poeta gnijącego świata kapitalistycznego" (tak za drukowaną w "Gościu Niedzielnym" poezję nazwał Bednorza w "Trybunie Robotniczej" J. Krawczyński - 29 lipca 1949 roku) został przewieziony do więzienia we Wronkach. - Środkiem szpaleru strażników nago biegłem z zawiniątkiem swych rzeczy, by pogrążyć się w swoim przeznaczeniu na zupę z buraków, ości z dorsza, na posadzkę betonową i pięciominutowy spacer.

Wyrozumiałość Bieruta

Róża szuka męża cztery miesiące. W Katowicach, Chorzowie, Sosnowcu, Mysłowicach. Pisze do prokuratury na Śląsku, do bezpieki, do Naczelnej Prokuratury Wojskowej i do Ministerstwa Sprawiedliwości. W odpowiedzi: "Obywatel taki nie figuruje u nas" lub "Pismo pani skierowano do właściwej komórki terenowej celem wyjaśnienia".

Prosi o wsparcie Władysława Broniewskiego - wszak jej mąż też jest literatem. Daremnie. 20 lipca 1949 roku ponownie jedzie na poszukiwania do Warszawy. Znów staje przed bramą więzienia na Rakowieckiej, by zapytać strażników, czy w środku nie ma jej męża.

Gdy obok jakiś starszy mężczyzna z trudem radzi sobie z trzymaną w rękach paczuszką dla więzionej córki, pomaga mu. Opowiada o swoich poszukiwaniach. On wręcza jej numer telefonu i każe pójść na ul. Koszykową. Ma zadzwonić z telefonu, jaki zainstalowano w bramie MBP - "przy schodach po lewej stronie". Mężczyzna, który podniósł słuchawkę, potwierdza, że jej mąż znajduje się na ul. Koszykowej.

Jeszcze tego samego dnia Róża przekazuje mu paczkę: jedna koszula, długie zimowe kalesony i krótkie letnie, trzy chusteczki do nosa, trzy pomidory, dwie czekolady, jedno opakowanie keksów i paczka papierosów dla współwięźniów.

Po powrocie do Katowic (przeprowadziła się do rodziców) zabiega o uniewinnienie męża. Adwokat Lech Buczkowski układa treść pisma, które kobieta wysyła do Bolesława Bieruta. "Zwracam się do obywatela prezydenta z gorącą i pełną wiary prośbą, aby raczył w swej ojcowskiej wyrozumiałości" - z tym stwierdzeniem Róża Bednorz nie może sobie poradzić. - Trzeba przymknąć oko, droga pani - radzi mecenas.

Biskup katowicki Herbert Bednorz popiera prośbę. Pisze, że "skazany mógłby społeczeństwu polskiemu niejedną rzetelną oddać usługę". Bierut się nie odzywa, więc o ułaskawienie dla Bednorza zabiega Gustaw Morcinek. Od dyrektora biura prawnego dostaje odpowiedź: "Komunikuję, że w zasadzie o ułaskawienie powinien ubiegać się sam skazany, a nie osoby występujące niezależnie od ustosunkowania się do tych starań". Róża prosi o wsparcie szefa PAX-u Bolesława Piaseckiego. 20 października 1951 roku ma "dowiadywać się" u niego w Warszawie. Źle się czuje, jest zimno, rodzice radzą, by przełożyła wyjazd.

Dżem wiśniowy bez chleba

Dzień wcześniej Zbyszko Bednorz wychodzi z więzienia. Warunkowo. Do dziś nie wie czemu.

Śpiewając godzinki, pierwsze kroki kieruje do kwiaciarni. - Ogród rajski, a ja odwykłem od takich cudów barwnych. Zieleń asparagusa, purpura, tęcza, wazony pełne róż - byłem do cna oszołomiony, ale nie stać mnie było na kwiaty dla mojej dziewczyny - opowiada. Starczyło tylko na herbatę na dworcu centralnym. Zamiast gorącego napoju kelnerka stawia przed nieogolonym i cuchnącym mężczyzną pomidorową i pierogi ze skwarkami. Bednorz się wzbrania, przekonuje, że to pomyłka, bo zapłacił tylko za herbatę. - Kelnerka spojrzała mi w oczy i szepnęła stanowczo: "Zapłacił pan, znam się na ludziach" - opowiada wciąż wzruszony tym wydarzeniem pan Zbyszko.

Nazajutrz o godz. 5 rano stuka do drzwi mieszkania swych teściów. Wybudzony kilkuletni Włodek nie poznaje taty. Płacze ze strachu, szukając schronienia w ramionach matki. Ta nakrywa kuchenny stół białym obrusem, na którym stawia chleb, naczynie z domowym smalcem i wiśniowy dżem własnej roboty. - Zbyszko opróżnił słoik do dna. Nawet chlebem nie zagryzł - wspomina pani Róża. Tego dnia miała urodziny.

Wiersz dla jesiennej Róży

Przeprowadzają się do Opola. Róża jest dziennikarzem i muzealnikiem. Zbyszko literatem. Znikają na całe dnie w osobnych pokojach po to, by wieczorem w salonie czytać sobie nawzajem teksty. Zbyszko zawsze opiera się plecami o kaflowy piec i słucha uwag swojej pierwszej recenzentki.

Pamięta, kiedy się krzywi. Ale to przez to, że do picia zamiast kawy dostał herbatę z cytryną. Więc skoro wodą go poi, to i wodę dostaje zamiast publicystyki.

Róża nieraz jeszcze drży o Zbyszka, gdy ten zjawia się w domu i mówi cicho: - Wiesz, znowu się naraziłem.

Tak jest choćby pod koniec kwietnia 1963 roku, gdy jako prezes opolskiego Związku Literatów Polskich zostaje zaproszony do KW PZPR na spotkanie poświęcone przygotowaniom do uroczystości pierwszomajowych. Zaczyna się ono od wygłoszenia odezwy potępiającej "zdradzieckich biskupów polskich" za list do biskupów niemieckich (słynne "udzielamy wybaczenia i prosimy o nie"). Gdy zapada cisza, Bednorz wstaje i oświadcza: - Znam kardynała Kominka osobiście, jeszcze z czasów okupacji, i to nie jest żaden zdrajca. Ani on, ani żaden biskup.

Róża, gdy to słyszy, boi się, że mąż wróci za kraty. Ale nie ma mu za złe.

Co roku w dniu imienin dostaje od Zbyszka bukiet kwiatów i wiersz. W ubiegłym roku, gdy Zbyszko miał 96 lat, Róża poprosiła, by przestał już je pisać. Bo wszystko już jej powiedział. O tym, że miłość to zapięcie guzików staremu człowiekowi. Natarcie obolałych pleców i stóp. Ubranie go. Podanie śniadania i obiadu, podwieczorku i kolacji. Odbieranie telefonów. Szukanie okulisty albo ten sam śpiew do Boga. Że to służenie drugiemu człowiekowi, "staremu gapie". Mimo że Różę bolą nogi i jakaś taka mniejsza się zrobiła.

Ale dla Zbyszka wciąż jest najpiękniejsza. Nadal ma czarne włosy. I odprasowaną bluzkę i spódnicę. I biżuterię na palcach i szyi. - Ja myślałem, że to ja jestem szefem. Tak jak za okupacji. A to nieprawda. To moja narzeczona była moim szefem. Moja łączniczka, a potem żona, matka i królowa. No księżniczka po prostu - Zbyszko uśmiecha się znad filiżanki małej czarnej, którą wypijają z Różą każdego popołudnia.

Jego brat nie mógł się nadziwić, jak tak piękna i zadbana kobieta chciała zostać żoną Zbyszka. On przecież nie należał do zdobywców serc, mimo że podkochiwały się w nim warszawskie maturzystki z Tajnego Pedagogium.

Róża nie szuka odpowiedzi na wątpliwości szwagra. Tak się stało. Po prostu.

- Różo, pozwól, że przeczytam wiersz dla ciebie. Dla jesiennej Róży.

- Bez okularów?

- Tak, kochana Różo:

Znów spichrze sierpnia napełnione

ziarnem,

Twoją dobrocią w kryzysowym świecie,

Twoim imieniem, którym co dzień

pragnę

Czas smutny witać pogodnym uśmiechem

*****

Pogrzeb Zbyszko Bednorza w piątek o godz. 11 na cmentarzu na Półwsi, wcześniej, bo o godz. 9 msza w katedrze.

Źródło: Gazeta Wyborcza Opole

poprzednim miesiącu wrzesień 2014 następnym miesiącu
P W Ś C Pt S N
week 36 1 2 3 4 5 6 7
week 37 8 9 10 11 12 13 14
week 38 15 16 17 18 19 20 21
week 39 22 23 24 25 26 27 28
week 40 29 30

Teatry i kina

środa, 3 wrzesień 18:00
KINO "Życie tam" - Kino Studio
środa, 3 wrzesień 18:30
KINO "Maria" - Kino Studio
środa, 3 wrzesień 18:45
KINO "Nasza klątwa" - Kino Studio
środa, 3 wrzesień 19:15
KINO "Pieśń pasterza" - Kino Studio
środa, 3 wrzesień 20:00
KINO "Drużyna" - Kino Meduza
czwartek, 4 wrzesień 18:00
KINO "Powrót" - Kino Studio
czwartek, 4 wrzesień 18:00
KINO "Po ślubie" - Kino Konesera
czwartek, 4 wrzesień 18:30
KINO "Wielki udawacz" - Kino Studio
piątek, 5 wrzesień 20:00
KINO "Drużyna" - Kino Meduza

Muzyka i koncerty

czwartek, 11 wrzesień 19:00
KONCERT IV Festiwal Muzyczny "W oparach dźwięków"
piątek, 12 wrzesień 19:00
KONCERT IV Festiwal Muzyczny "W oparach dźwięków"
sobota, 13 wrzesień 19:00
KONCERT IV Festiwal Muzyczny "W oparach dźwięków"

Wystawy, wydarzenia i spotkania autorskie

wtorek, 2 wrzesień 08:00
WYDARZENIE Konkurs fotograficzny
wtorek, 2 wrzesień 09:00
WYSTAWA „Jerzy Boniński – fotografia”
wtorek, 2 wrzesień 09:00 - 16:00
WYSTAWA "Malarstwo smaczne" Piotra C. Kowalskiego
wtorek, 2 wrzesień 18:00
WYSTAWA In feminae veritas – W kobiecie prawda

R e k l a m a